Los Adama Durazińskiego, krawca z Wrocławia, mógł potoczyć się zupełnie inaczej. Kilka lat temu jego zakład stanął na granicy zamknięcia. Dziś, mimo 97 lat, wciąż codziennie pracuje. Wszystko dzięki ludzkiej życzliwości.
Pandemia była dla krawca ogromnym ciosem. W 2021 roku lockdown niemal całkowicie odebrał mu klientów. Ludzie przestali korzystać z drobnych usług. Krawiectwo zeszło na dalszy plan. Dla pana Adama była to trudna sytuacja. Szyciem zajmował się przez całe życie. Do Wrocławia przyjechał w 1948 roku. Od tamtej pory jego zawód stał się pasją. Choć był już na emeryturze, nie chciał przestać pracować. Jednak w czasie pandemii po raz pierwszy poważnie rozważał zamknięcie zakładu.
Przełom przyszedł niespodziewanie.
Jedna z klientek zadzwoniła z pilną prośbą o przeróbkę sukienki. Miała tylko dwie godziny. Pan Adam zgodził się bez wahania. Kobieta zrobiła mu zdjęcie podczas pracy i opublikowała je w internecie. Poleciła jego usługi i zachęciła innych do wsparcia. Jeśli ktoś mógł, miał zapłacić więcej – „według serca”.
Reakcja była natychmiastowa. Wpis szybko rozprzestrzenił się w sieci. Telefon w zakładzie nie przestawał dzwonić. Pojawili się nowi klienci. Wiele osób chciało pomóc, nawet jeśli nie mogło skorzystać z usług. Zorganizowano zbiórkę. Udało się zebrać ponad 15 tysięcy złotych. Pieniądze trafiły bezpośrednio do krawca. Internauci nie szczędzili ciepłych słów. Doceniali jego doświadczenie, dokładność i pokorę. Podkreślali, że podejmował się zleceń, których inni nie chcieli wykonać. Sam pan Adam był wzruszony. Nie spodziewał się takiego odzewu.
– Robię tylko tyle, ile mogę. Jak cała brygada pracuje, to garnitur powstaje w dwie godziny. U mnie to 60 godzin spokojnej, dokładnej pracy – mówił w jednym z wywiadów.
Wielka pasja
Dziś nadal pracuje. Przyznaje, że robi to z miłości do zawodu, ale też z potrzeby. Jego emerytura nie jest wysoka. Niedawno odwiedził ZUS, pytając o możliwość jej zwiększenia. Usłyszał, że po ukończeniu 100 lat otrzyma specjalne świadczenie.
– Za cztery lata dostanę sześć tysięcy. Powiedzieli, że warto poczekać. No to czekam – mówi z uśmiechem.
Historia pana Adama to coś więcej niż opowieść o trudnych czasach. To dowód na to, że życzliwość ma ogromną siłę. Czasem wystarczy jeden gest, by zmienić czyjeś życie. I przypomnienie, że pasja oraz uczciwa praca zawsze znajdą uznanie.
Źródło: deon.pl
