Bartłomiej Kubkowski przeszedł do historii światowego sportu. Polski pływak jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął wpław Morze Bałtyckie. Wyruszył z wybrzeża Szwecji, a po 56 godzinach nieprzerwanego wysiłku dotarł do plaży w Dziwnowie. Pokonał około 170 kilometrów, udowadniając, że wytrwałość i determinacja potrafią przezwyciężyć nawet największe wyzwania.
To osiągnięcie ma wyjątkowy wymiar. Kubkowski nie tylko ustanowił historyczny rekord, ale również połączył swój sportowy cel z pomocą innym. Tegoroczna wyprawa była częścią akcji charytatywnej na rzecz Fundacji Cancer Fighters, wspierającej osoby zmagające się z chorobami nowotworowymi. Do tej pory dzięki inicjatywie udało się zebrać już ponad 670 tysięcy złotych.
Przepłynięcie Bałtyku wymagało ogromnej siły fizycznej i psychicznej. Przez dwie noce sportowiec pozostawał na otwartym morzu, nie mogąc ani razu dotknąć łodzi asekuracyjnej. Posiłki i napoje odbierał za pomocą specjalnego wysięgnika, cały czas mierząc się z falami, prądami morskimi, niską temperaturą i narastającym zmęczeniem. Każdy postój oznaczał dodatkowe wychłodzenie organizmu, dlatego utrzymanie odpowiedniego tempa było niezwykle ważne.
Aby rekord został oficjalnie uznany, Kubkowski musiał samodzielnie wyjść z wody na plażę. Gdy osiągnął cel, zapytany o emocje odpowiedział krótko: “tak zmęczony, że jeszcze nie wie”.
Za sukcesem stoją lata przygotowań i konsekwentnej pracy. O kulisach rekordowej próby opowiedział członek zespołu Bartłomieja Kubkowskiego, Marcin Cieślak.
– Przed startem Bartek był wyjątkowo skupiony w porównaniu do wcześniejszych prób. To było też widać jak płynął. Było widać pewność, spokój, profesjonalizm, doświadczenie. To była piąta próba, a on za każdym razem uczył się czegoś nowego. W tej próbie całe doświadczenie zebrał w jedną pulę skupienia i wykorzystał ją skutecznie – przekazał Cieślak.
Dodał również, że przygotowania trwały wiele miesięcy i wymagały ogromnych wyrzeczeń.
– Bartek zdecydował się płynąć na początku roku i od tamtego czasu zaangażował się w brutalne treningi, które trwały czasami przez półtora dnia. Zarywał noce, pływał po nocach, chodził na basen na kilkadziesiąt kilometrów. A to tylko część tych przygotowań, bo były też treningi na lądzie, mentalne – podkreślił.
Sukces nabiera jeszcze większego znaczenia, jeśli spojrzeć na wcześniejsze próby. Kubkowski rozpoczął walkę z Bałtykiem w 2022 roku. Każda kolejna wyprawa pozwalała mu zdobywać nowe doświadczenia, choć nie kończyła się powodzeniem. Najbliżej celu był rok wcześniej, gdy po przepłynięciu 159 kilometrów musiał przerwać wyzwanie zaledwie 11 kilometrów od brzegu. Zamiast się poddać, wrócił jeszcze lepiej przygotowany.
Źródło: polsatnews.pl
