Anton Nootenboom jest weteranem wojny w Afganistanie. Teraz przemierza boso Australię, by zwrócić uwagę na problemy psychiczne mężczyzn.
Anton służył w holenderskiej armii. W Afganistanie był aż trzy razy. Kiedy wrócił, zaczął mieć problemy psychiczne.
– „To duży problem dla weteranów wojennych, do którego nie wszyscy chcą się przyznać” – mówi.
Spacery to remedium
Mężczyzna wciąż pamięta, gdy potrafił chodzić po Sydney przez sześć, siedem godzin dziennie.
– „Dzięki świeżemu powietrzu i wysiłkowi fizycznemu mogłem znowu spać w nocy”
W Australii osiem osób dziennie popełnia samobójstwo. Sześć z nich to mężczyźni.
Anton też był na skraju. W pewnym momencie stracił dziewczynę, pracę i popadł w długi.
– „Dotykanie ziemi gołymi stopami dodaje energii i poprawia samopoczucie” – opowiada.
Anton podkreśla, że dzisiejszy świat nie pozwala mężczyznom na słabości. Takie myślenie sprawia, że mężczyźni popadają w depresję. Dlatego weteran wyruszył w drogę – zamierza przejść 2600 kilometrów boso.
– „Istnieje błędne i poważne przekonanie na temat tego, co oznacza współcześnie męskość. W rezultacie mężczyźni walczą o to, by być bezbronnymi. Chcę pomóc i pokazać, co jest w porządku, by mężczyźni nie bali się mówić, że potrzebują wparcia” – przyznaje 34-latek.
Świadomość skali problemu
Coraz więcej mężczyzn zwraca uwagę na problem depresji u mężczyzn. Jakiś czas temu prezenter pogody DDTVN opowiedział o swojej walce z tą chorobą.
– „Mózg powiedział STOP. Miałem bardzo ciężki rok w pracy. Bardzo dużo podróży, mało czasu w domu, ciągłe hotele. Czułem, że coś ze mną nie tak. Miałem mniej energii. Wsiadałem do pociągu i leciały mi łzy. Do tego doszła sytuacja osobista – po 9 latach rozstałem się. A kropkę nad i postawił Big Brother, który wtedy wracał do telewizji” – powiedział.
Mężczyzna nie potrafił nikomu zwierzyć się ze swoich problemów. Dopiero po paru miesiącach zwierzył się swojej mamie.
– „Mama jest psychologiem klinicznym. Bardzo mi pomogła. Mogłem też liczyć na bardzo wąskie grono swoich znajomych, którzy mnie karmili, którzy dbali o mnie. Ale to były tylko dwie osoby. A ja jestem towarzyski – ze względu na pracę, jaką wykonuję – i mam szerokie grono znajomych. I tu się zawiodłem, bo w wielu przypadkach nie było ani jednego telefonu, ani jednego SMS-a. Nie było pytań: „Co się stało?”. Nie było tych ludzi wtedy, nie ma teraz. I dobrze” – opowiedział.
Źródło: aleteia.org