Nie jest lekarzem ani pielęgniarzem. Przychodzi we wtorki i czwartki, zostawia telefon za drzwiami i przez kilka godzin trzyma w ramionach niemowlęta walczące o życie. I robi to od ośmiu lat.
Dave Whitlow ma 73 lata, dwoje dorosłych dzieci i troje wnuków. Przez ponad cztery dekady pracował jako urzędnik samorządowy w Richmond w Virginii. Kiedy przeszedł na emeryturę, postanowił, że chce robić coś, co naprawdę ma znaczenie. Trafił na program wolontariacki w Szpitalu Dziecięcym Children’s Hospital of Richmond w VCU — i tak zaczęła się jedna z najpiękniejszych historii tego tygodnia.
Dwa razy w tygodniu Dave wchodzi na oddział intensywnej terapii noworodków. Zakłada fartuch i rękawiczki. Zostawia za drzwiami telefon — żeby nic nie odciągało jego uwagi od dziecka w ramionach. Zanim weźmie pierwszego noworodka, pyta pielęgniarkę o wszystko: jaki jest stan dziecka, jakie leczenie otrzymuje, co powinien wiedzieć. A potem zaczyna je przytulać.
„Najlepsza robota, jaką kiedykolwiek miałem”
Na typowej wizycie Dave trzyma pięć, sześć maluchów. W ruchliwsze dni — nawet osiem. Niektóre niemowlęta ważą mniej niż kilogram. Wszystkie walczą o to, żeby przeżyć pierwsze tygodnie i miesiące życia.
— To najlepsza robota, jaką kiedykolwiek miałem. Po prostu tak to czuję — powiedział Dave dziennikarzom CBS 6 News.
Wolontariat wiąże się z odpowiedzialnością. Dave jest szkolony w obserwacji monitorów. Gdy poziom saturacji tlenu u dziecka spada, wie, jak zmienić ułożenie, żeby go poprawić. Nie siedzi biernie — czuwa.
— Po prostu chcę być z nimi — mówi. — Ale też wsparcie duchowe i emocjonalne rodziny i personelu, to wszystko tu się ze sobą splata.
Sześć słów, które szepce na koniec
Jest jeden moment w każdej wizycie, który Dave powtarza bez wyjątku. Zanim odłoży niemowlę z powrotem do inkubatora, pochyla się i szepcze mu do ucha sześć słów:
Grow strong. Grow smart. Grow kind.
Rośnij silny. Rośnij mądry. Rośnij dobry.
Przyszedł dać, znalazł rodzinę
Kiedy Dave zaczął wolontariat, przyznaje, że się bał. Miał doświadczenie z niemowlętami — własne dzieci — ale wcześniaki to zupełnie inna skala kruchości i bliskości śmierci. Z czasem strach minął. W jego miejsce weszło coś, czego się nie spodziewał.
— To rodzina, której się nie spodziewałem — mówi o oddziale. — I już nie potrafię sobie wyobrazić, że mógłbym jej opuścić.
W świecie, w którym medycyna robi cuda, Dave Whitlow robi coś, czego medycyna nie może zastąpić: daje noworodkom ludzkie ramiona, ciepło i głos, który mówi im: jesteś trzymany, nie jesteś sam.
Źródło: Sunny Skyz
