Przez dekady pracował w przemyśle gazowniczym. Potem przez 12 lat witał klientów w Sam’s Club. Gdy skasowano jego stanowisko, po dwóch miesiącach nudy złożył podanie o pracę w fast foodzie. Dziś ma 92 lata i jest gwiazdą Wilmington — i nie ma zamiaru zwalniać.
Gilbert Martin — znany wszystkim jako Pan Gil — przychodzi do pracy od poniedziałku do piątku. Nie do gabinetu, nie do laboratorium, nie na zarząd. Do restauracji Chick-fil-A przy ulicy Oleander Drive w Wilmington w Karolinie Północnej, gdzie od sześciu lat pracuje jako gospodarz sali. Choć ma 92 lata, kocha swoją pracę.
Sprząta stoły, utrzymuje porządek na podłodze, uzupełnia sosy i pomaga gościom z tacami. Ale jeśli zapyta się go, co jest najważniejszą częścią jego pracy, odpowiedź nie ma nic wspólnego ze sprzątaniem.
— Najważniejsza rzecz to dbać o ludzi, którzy tu przychodzą — mówi.
Dwa miesiące nudy i jedno podanie o pracę
Historia Pana Gila nie zaczęła się w Chick-fil-A. Przez dziesiątki lat pracował w branży gazowniczej. Kiedy w końcu przeszedł na emeryturę, zatrudnił się jako witacz w sieci Sam’s Club — i robił to przez ponad dwanaście lat, aż stanowisko zostało zlikwidowane.
Wówczas naprawdę przeszedł na emeryturę. Na całe dwa miesiące.
— Po dwóch miesiącach znudziłem się i złożyłem podanie — powiedział.
Tak trafił do Chick-fil-A. I tak zaczął nowy, być może najpiękniejszy rozdział swojego życia.
— Jeśli lubisz to, co robisz, to nie jest praca. Cieszę się, że tu przychodzę — mówi.
Kiedy zachorował, całe miasto pytało, gdzie jest
Pan Gil nie jest po prostu pracownikiem. Jest lokalną legendą.
Mike Perdue, właściciel i operator restauracji, wspomina kilka dni, gdy Martin musiał zostać w domu z przeziębieniem:
— Ludzie byli tym tak zaniepokojeni, że to było niesamowite. „Gdzie jest Pan Gil? Czy wszystko z nim w porządku?”
— On jest wspaniałym człowiekiem, niewielu takich się spotyka — dodaje Perdue. — Przynosi radość naszym pracownikom i gościom dzięki swojej autentycznej ciepłocie, pracowitości i sercu sługi. Jesteśmy zaszczyceni, że jest częścią naszej rodziny.
Zachęciciel z powołania
Pan Gil wie, że jego praca to coś więcej niż sprzątanie i uzupełnianie soków.
— Przychodzi do mnie wielu ludzi, którzy właśnie byli u lekarza i usłyszeli złe wieści — mówi. — Mogę ich zachęcać. Pan Bóg mi to dał.
Historia pana Gila rozeszła się w tym tygodniu szerokim echem po mediach społecznościowych — i trudno się dziwić. W świecie, w którym starość bywa traktowana jak problem, a emerytura jak koniec aktywności, 92-latek z Karoliny Północnej pokazuje coś zupełnie innego.
Źródło: WECT News 6
