Mało kto wierzył, że kilkadziesiąt lat mające ciągniki dojadą do Wiecznego Miasta. Jedenastu mężczyzn z Opolszczyzny wierzyło — i to od samego początku. Bo jechali nie dla rekordu, lecz dla małej Laury.
Kiedy zapada decyzja o tym, żeby ruszyć traktorami z okolic Opola do Watykanu — 1700 kilometrów przez Alpy, w 40-stopniowym upale, z prędkością 20 kilometrów na godzinę — większość ludzi patrzy ze zdziwieniem. Jedenastu mężczyzn z grupy Traktorowi Podróżnicy patrzyło przed siebie i ruszało.
Wrócili. Dotarli. I zebrali pieniądze dla sześcioletniej Laury Piechoty ze Starych Siołkowic — dziewczynki z zespołem Retta.
Kim jest Laura?
Laura Piechota ma sześć lat i mieszka w Starych Siołkowicach w województwie opolskim. Cierpi na zespół Retta — rzadką, genetyczną chorobę neurologiczną, która atakuje przede wszystkim dziewczynki. Odbiera sprawność motoryczną, mowę i niezależność. Wymaga stałej, kosztownej rehabilitacji i specjalistycznej opieki.
Rodzina Laury zbiera środki na jej leczenie. Gdy dowiedzieli się o niej Traktorowi Podróżnicy — decyzja była prosta.
Jedenaście ciągników, jeden cel
Konwój liczył jedenaście ciągników, z których część pamięta czasy sprzed kilkudziesięciu lat. Trasa wiodła z Opolszczyzny przez Alpy — właśnie wtedy, gdy Europa zmagała się z falą upałów przekraczającą 40 stopni Celsjusza. Na stromych alpejskich podjazdach stare silniki pracowały na najwyższych obrotach. Ciągniki wspinały się serpentynami z prędkością zaledwie 20 km/h.
Mało kto wierzył, że dotrą do celu.
Oni wierzyli od początku.
Watykan i powrót
Pielgrzymi dotarli do Watykanu — i wrócili. Łącznie pokonali ponad 1700 kilometrów. Na każdym etapie zbierali środki dla Laury: datki od przechodniów, wsparcie od napotkanych ludzi, zainteresowanie mediów.
Inicjatorem i twarzą wyprawy był Jakub Mastalerz — który nie po raz pierwszy organizuje tego typu akcję. Traktorowi Podróżnicy mają już na koncie podobne wyprawy charytatywne. Za każdym razem pretekstem jest droga. Celem — zawsze ktoś potrzebujący.
Dlaczego traktory?
To pytanie pada często. I ma prostą odpowiedź: bo właśnie to jest w tym piękne. Nie wyścigowe bolidy, nie luksusowe SUV-y, nie nowoczesne motocykle — stare, powolne ciągniki, które na każdym podjeździe budzą wątpliwości co do tego, czy dojadą. I właśnie dlatego zwracają uwagę. Zatrzymują ludzi przy drodze. Wywołują rozmowy.
Źródło: Nowa Trybuna Opolska
